Myśli codzienne spotykane nie przypadkiem, w całkowicie przypadkowych chwilach. Szanuj prawo autorskie dla każdej myśli.
Kategorie: Wszystkie | poezja | polska | poszukiwania siebie | rozterki | wiersze
RSS
sobota, 30 marca 2013

    Sobota, dla wielu tak wyczekiwana po całym tygodniu mordęgi i katuszy. Wielka Sobota, dla niektórych kojarzona tylko z potoczną "Święconką", dla innych z wyciszeniem, dla masy nowoczesnych z dniem szaleństw gdzie w spokoju można napić się kultowego browara z wysokoprocentową wkładką.

    Jaka właściwie powinna być ta jedyna Sobota w roku ? Może jak Wigilia dla katolików, może ciepła, wiosenna pozwalająca na spacer, może taka jak inne... Może jednak nie. Każdy z nas odczuwa w którymś momencie swego życia potrzebę zatrzymania się, spojrzenia trzeźwym wzrokiem na otaczający ład lub bałagan, rozważenia "za" i "przeciw" nad oczekującymi decyzjami. 

    To jedyny dzień w roku gdzie cisza przemijania może nam uświadomić tak wiele nietrwałych i złudnych "wartości", które są bardziej kruche od porcelany i kryształu. Nie traćmy tego dnia jak wielu innych w mijających tygodniach. Sprawmy by właśnie ta Sobota nie przelała nam się przez palce, ale aby stworzyła w nas iskrę, która jak wiosna tchnie chociaż odrobinę nowego życia. Usiądźmy w ciszy na chwilę i pobądźmy z samymi sobą, nauczmy rozmawiać się ze swoim "ja" i wsłuchajmy się we własne potrzeby, niezadowolenia, porażki. Nie bądźmy jak myszki biegnące w swoim kołowrotku, pozwólmy sobie na moment komfortu bycia w szczególnym związku ze swą duszą i umysłem. To dzień, który być może, na nowo pomoże odkryć nam to co przypadkiem utraciliśmy biegnąc wciąż nieustannie w codziennej prozie życia.

    Nasze umysły nie są zabarwione tylko szarością coraz gorszych informacji podawanych na tacy w codziennych wiadomościach - mamy w sobie wszystkie kolory, których jedynie nie potrafimy odszukać pędząc w otchłań, bez ustanku.

Ciiiiii.... cisza, chwila dla nas, dla mnie, jestem szukam się....


piątek, 29 marca 2013

Śmierć... Strach przed śmiercią... Ile razy śmierć dotyka nas za życia...

    Wielu z ludzi zatrzyma się dziś na chwilę, może jedyny raz w roku, aby pomyśleć nad kruchością otaczającego nas świata. Dla Chrześcijan, oczywiście tych praktykujących to Wielki Piątek, dzień ukrzyżowania Chrystusa. Dla innych to dzień jakich wiele w każdym tygodniu, poniektórzy z sarkastycznym humorem stwierdzą, że dzisiejszy dzień w Kościele Katolickim to dziwaczny rytuał adoracji dwóch desek zbitych w formie krzyża. 

    Większość z nas boi się śmierci, z upływem lat zaczyna o niej myśleć coraz częściej. Dla cierpiących jest wyzwoleniem z bólu, dla szczęśliwych niezrozumiałą karą, dla udręczonych ucieczką w nicość. Śmierć, jedyna tajemnica, której człowiek jak na razie nie jest w stanie rozwiązać. Drzwi, które mają klamkę tylko z jednej strony, wchodząc w nie, nie mamy powrotu. 

    I śmierć doczesna, w zamknięciu samego siebie spotykająca coraz częściej żywych, zewnętrznie tak idealnych. Jak wielu wracając do czterech ścian po konsumpcyjnym wariackim dniu w korporacji umiera w pustce, otchłani swego umysłu. Śmierć duszy, kiedy ciało pięknie rzeźbione idealnym balsamem najnowszej generacji molekularnej zostaje sprzedane za grosze na bazarowym rynku kariery. Czy śmierć następuje kiedy dusza nie godzi się z umysłem, kiedy niematerialne wnętrze naszego serca zaczyna kłócić się z wyrachowaniem umysłu ?

    

    

czwartek, 28 marca 2013

    Tyle myśli w głowie się kłębi, w małej głowie, w dużej głowie, w każdej głowie.

    Każde dziecko z dzisiejszego pokolenia czterdziestolatków było na swój własny sposób szczęśliwe. Do zabawy wystarczył kijek znaleziony na podwórku i trochę fantazji, którą każdy z podwórkowej ferajny miał rozbudowaną do granic możliwości. Nie było wypasionych, kolorowych zabawek, jeden telefon stacjonarny na 70 mieszkańców bloku, zapach francuskich perfum dostępny tylko w Pewex, najlepszy smak miały owocowe dropsy zwinięte w ruloniku jak bankowy bilon, a kolorowe t-shirty wyrażające osobowość barwiło się w garze oczywiście po wcześniejszym zdobyciu białego chińskiego podkoszulka. Dziesiątki prawdziwych przyjaciół, bo fakt braku wirtualnego świata uczył normalnego nawiązywania znajomości.    

    Patrzę często na dzisiejsze dzieciaki i nie potrafię zrozumieć, że ich szczęście i poczucie wartości jest zależne od zdobycia ilości punktów w dziwnych grach tworzących wirtualne społeczeństwo, od ilości "lajków" pod łazienkowo - lustrzanym zdjęciem z najnowszego modelu telefonu, od umiejętności używania wyrafinowanych  wulgaryzmów w stosunku do siebie, które czasem w młodzieżowym slangu oznaczają nawet komplementy. Dlaczego są tak oddaleni od naszego prawie idealnego i szczęśliwego dzieciństwa ?

    To nie są inne czasy jak mówi wielu. Stworzyliśmy sami takich wirtualnych małolatów zapominając o tym jak wspaniałe było nasze dzieciństwo kiedy do szczęścia wystarczyła iskra rozpalonej wyobraźni. Nie uczymy ich korzystania z fantazji, lecz używania sztucznej inteligencji, która powoli wypiera właściwe człowiekowi odruchy. To co miało  ułatwić nam życie, tak naprawdę utrudnia nam właściwy kontakt z drugim człowiekiem. Żaden monitor nie jest wstanie zastąpić ciepła i bliskości drugiego człowieka. Nawet najlepszy sprzęt nie spowoduje, że w chwili słabości poczujemy obok siebie kogoś komu na nas naprawdę zależy. 

    Czy aby to pokolenie wychowane na elektronicznych podzespołach odnajdzie drogę tworzenia z niczego...

środa, 27 marca 2013

Kim jesteśmy ? A może czym jesteśmy ?

Jak zmienialiśmy się na przestrzeni naszego życia, a jak w skali ewolucji ?

    Dawno, dawno temu walczyliśmy o życie prowadząc łowczy tryb eliminując słabszych współtowarzyszy naszej planety - i to było wybaczalne, bo aby przeżyć należało zdobyć pożywienie. Motorem każdego działania była potrzeba "zwykłego" przeżycia.  Potem nastały czasy, kiedy nauczyliśmy się wykorzystywać słabszych duchem i umysłem do własnych potrzeb, które nie koniecznie mieściły się w ramach niezbędnych z pierwszego rzędu. I tu motorem działania nie było już samo życie, ale chęć zaistnienia w nim samym. Czasem pojawiały się wybitne jednostki, które odczuwały więcej niż proza własnego "ja" próbując tworzyć ideały o ogólnonarodowej miłości i wolności, czasem nawet uśpiony lud dawał się porwać w myśl ideału pachnącego niekończącym się horyzontem przyszłości.

     A co dzieje się w naszych umysłach dziś, kiedy ewolucyjnie tak bardzo różnimy się od naszych praprzodków ? 

    Nader często odczuwam, że w większości z nas skumulowały się wszystkie najgorsze emocje i czyny naszych przodków przyduszając niebezpiecznie właściwe sercu i duszy ciepłe dziecinne uczucia. Otaczający "świat" rzeźbiąc z niebywałą precyzją ludzkie charaktery kreuje marionetki wpadające w pęk sznureczków pociąganych w rytm pustego wyrachowania. Kiedyś walczyliśmy o przetrwanie życia, dziś trudno określić słowem jaka idea przyświeca "walczącym" o skumulowanie wokół siebie materii zaśmiecającej właściwe pojęcie bycia człowiekiem. Najprostsze - najlepsze, ludzkie odruchy zamieniły się w dziwną batalię, gdzie większość ludzi to szpiedzy nie wiadomo kogo, ale lepiej donosić na kogokolwiek, gdziekolwiek i cokolwiek kreując tym samym własną pozycję. W dzisiejszych czasach eliminuje się nie wroga, ale współtowarzysza, pojęcie współpracy w grupie powoli zamiera, każdy w dziwnym amoku strachu "wyrzuca" z gry będących zbyt blisko, jakby fakt tej niezidentyfikowanej  bliskości miał zagrozić brakiem tlenu w jego własnej sferze bycia.

Kiedyś razem żyliśmy w strachu przed naturą, dziś  żyjemy sami w strachu przed samymi sobą. Jako dzieci baliśmy się ciemności, jako dorośli boimy się dnia.

    "Życie to jest teatr" pisał kiedyś Stachura.  Tak to prawda. Życie to teatr z niezliczoną ilością kukieł, marionetek, mimów... tylko kto jest reżyserem tego coraz bardziej przerażającego przedstawienia ?

   

sobota, 23 marca 2013
Polacy nie cierpią zmian... Wygrana w dzisiejszym meczu mogłaby niejednego z nas doprowadzić do niepotrzebnej palpitacji serca, a jak wiadomo polskie służby zdrowia nie są przygotowane na wzmożone przyjmowanie pacjentów z rozdygotanym podnieceniem emocjonalnym, prawdę mówiąc z jednym pacjentem mają problem, a co dopiero z cała populacją. Reasumując dzisiejsze zagranie polskiej reprezentacji miało na celu uchowanie nas kibiców od niepotrzebnych zawałów serca, których nie potrafiono by zdiagnozować na ostrych dyżurach i przy okazji których nasilenia NFZ nie byłby w stanie zrefundować. Cud uchronili nas od syndromu cypryjskiego - budżet państwa nie wytrzymałby tak wielkiego obciążenia zawałowego z symptomem załamania nerwowego że jednak jak się chce to można wygrać ;)
00:09, ankabieg
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Wiersze V.Venerdiego