Myśli codzienne spotykane nie przypadkiem, w całkowicie przypadkowych chwilach. Szanuj prawo autorskie dla każdej myśli.
Kategorie: Wszystkie | poezja | polska | poszukiwania siebie | rozterki | wiersze
RSS
środa, 07 czerwca 2017

 

dzień jak sen niewyśniony zamykał

drzwi wieczorem na spusty gwiazd —

lśniły nadzieją skrząc chybotliwym płomieniem.

 

wiatr druh zmienny przyjaciel fałszywy.

rozniecał ogień by wnet igrać z żarem.

lśnieniem oświecić — oślepić.

 

tabuny deszczu przetaczały grzmoty

wyrwy nieba opadały z hukiem 

ziemia potokiem w jednej chwili się stała.

 

łódź. dłoni ludzkich tratwa. wyczekujesz jej.

horyzont zaćmiony. punkt niewyraźny. 

po wędrówce przez burze dom upragniony. 

 

sen o miłości. kromka ciała. dotyk chwili. 

oczu bliskich przystań. niewiele a wszystko —

przed człowiekiem strach a bez niego pustka. 

 

© B R A D Y • P H I L L I P S

Fot. ©BRADY  PHILLIPS

niedziela, 04 czerwca 2017

 

Pan wyfrunął mi tutaj przed nosem

jak motyl albo inny zwierz,

Pan się weźmie i trochę odsunie,

mnie oddechu trzeba złapać i już. 

 

Przyfanzolił się jak nietoperz, 

nocny marek albo inny mruk,

teraz mi będzie tlen zabierał

— jak swój mój będzie brał! 

 

Weź się odsuń — ja mówię do ciebie!

Na głowę mi nie właź jak słoń!

Mój wewnętrzny skład porcelany 

trzaskam sama wtedy gdy chcę.

 

Nie będziesz mnie tutaj miętolił

jak ze śliweczki pesteczkę ssał!

Mnie utytłasz makijaż i kieckę,

ja cię proszę, bo wpadnę w szał!

 

A ten dalej swoje i swoje...

jak kataryniarz w kółko piosnkę gra,

że on się w mych oczach utopił,

że w mych ustach czereśniowy sad!

 

Czy ja warzywniak albo morza skraj —

ja nie Kopernik mnie daleko do gwiazd!

Mnie się mówi  jak z mostu prosto

i nie kluczy się w zaułkach bram. 

 

Pan jak inni trzy po trzy mi chrzanisz,

dyrdymałów zawiłych pleciesz pled,

Pan się ocknij i w kopuły puknij skroń 

— mówże "kocham" albo weź się i goń! 

;)

 

swelligance23123

Źródło obrazu: Swelligance

piątek, 02 czerwca 2017

 

czułość rozkwitła przedwcześnie

skrzący kurz miłostek drapieżnych 

wyścielił pożądaniem noc —

przepłynęła przez sieci twych rąk

niczym ćma błądząca za światłem 

poza okna w tęsknocie zamarła 

perłą łez na niebie bez znaczeń 

księżyc poturlał się w dół 

— dzień otworzył oczy 

 

Moises González

Fot. Moises González (nawiązanie do obrazu Gustava Klimta) 

środa, 31 maja 2017

 

powróciłam do ciszy. odnalazłam ją  

zarzuconą jak niepotrzebną rzecz.

gdzieś w połach starej sukienki. w spodniach

ze śladami dawnych kształtów. w wyszczerbionej

filiżance. ten dziwny dźwięk dochodzi

z wnętrza mojej studni. woda nie wybierana

latami zachodzi szlamem. traci czysty

smak. mętnieje. jak my — gorzkniejemy

nie będąc źródłem niczyjej radości. 

 

— czy zechcesz być moim źródłem? 

zapyta kiedyś moje obumarłe ciało. 

 

© E L I Z A B E T H • G A D D1

Fot. © ELIZABETH  GADD 

niedziela, 28 maja 2017

 

powiedziano że na początku było Słowo

 

zapewne łagodne jak krajobraz wiosenny

rozwieszony pomiędzy piersiami ziemi.

jak to co nienazwane z imienia — ciche

i łaskawe rozdzielone z miłości na dwoje. 

 

jakiż to czort człowieczy w pył Słowo  

roztarł? z ziarnem plewy zmieszał? w błoto

z namaszczeniem cisnął? rozdeptał? 

niczym ogień nienawiść  rozniecił?

 

wojna i pokój jak czas ze śmiercią chodzi.

nikt oprócz nas  nas nie obchodzi. wyciągam

od ciebie puste słowo — na loteryjce złudzeń los...

ten kupi. ten złupi. a kto wierzy? — mówią głupi. 

 

Lucia Staykov

Fot. Lucia Staykov 

 

Wiersze V.Venerdiego