Myśli codzienne spotykane nie przypadkiem, w całkowicie przypadkowych chwilach. Szanuj prawo autorskie dla każdej myśli.
Kategorie: Wszystkie | poezja | polska | poszukiwania siebie | rozterki | wiersze
RSS
niedziela, 02 lipca 2017

 

są dni kiedy w zamilczeniu dotykamy siebie.

drobiny snów krążą jak wielobarwne motyle.

w tej jednej chwili otwiera się dom naszych ciał.

ledwie wyczuwalny promień rozwieszony

w witrażach pamięci rozświetla oczy. jaśnieje

uśmiechem w kącikach ust. chcielibyśmy wbiec w ten czas

zapomniany i jak małe dzieci zatoczyć krąg

wokół siebie ale pajęczyny przyzwyczajeń

zbyt mocno oplatają nasze pragnienia —

opadamy w tę dziwną głębinę w której ciało 

wiotczeje w bezsilności nigdy niespełnionych słów... 

 

ktoś kiedyś rzucił mi talar słońca —

skostniały owal rozpłynął się w zaraniu

niespotykany świt zawisł rosą chwil —

pająki wspomnień po dziś tkają sieć.

 

latem wietrzę wnętrze 

a księżyc srebrzy mi skronie. 

 

By Alicia Savage

Fot. Alicia Savage 

czwartek, 29 czerwca 2017

 

w małych domach toczą się wielkie wojny.

bezkrwawe. pod osłoną ścian. w okopach

słów cichaczem przygotowuje się atak. 

niespodziewany jak orkan smoliście

nieprzejrzysty uderza z impetem.

powala z nóg triumfując bezczelnie

zwala winę na los. nie spodziewa się

nikt że miłość przekwita w nienawiść.

 

pani B osiągnęła swój cel zgodny 

z zasadami aktualnego współżycia. 

myśl o sobie — mówią. altruizm jest

modny jedynie w potoku słów. czyń

sobie co miłe. po schodach głów wspinaj

się na szczyt. zwycięzcą bądź.

 

pani Ch pokazuje idealny tors.

wie jak żyć. zewnętrzność choć 

złudna wyznacza bieg. umięśnione

ciało lśni. uruchamia pragnienia.

 

moje serce. mój mały mięsień

trenowany każdym dniem łka —

w poradnikach nie ma miejsca

na idealną rzeźbę serca. 

 

Alfon No

Fot. Alfon No 

niedziela, 25 czerwca 2017

 

mali chłopcy z mojego podwórka

szykują się na wojnę. póki co nie

wybrali sobie wroga. namaszczając

patyk pilnie ćwiczą strzelanie. jeszcze 

bez celu. jutro upatrzą sobie wiewiórkę

albo nie daj boże sąsiada. będzie krzyczeć

radośnie udając strach. mali chłopcy

zrzucą krótkie spodenki. będą mówić

o kobietach i prawie do ich własności

sąsiad podmieni kształt twarzy i stanie się

obcy. nieoczytani w alfabecie uczuć 

pochwycą w sieć oka trzepot uśmiechu 

— drażni nas (powiedzą) rzuca spojrzenia

jak zanętę i w jednej chwili małe patyczki

nabiorą pełnoletności bejsbolowego kija.  

 

duzi chłopcy rozpoczną wojnę. zawsze przegraną.

wbrew pozorom wyczłowieczyć się jest bardzo łatwo. 

 

April Reeves

Fot. April Reeves 

piątek, 23 czerwca 2017

 

ten stary człowiek był czyimś ojcem

— przeliczał na palcach chwile zmięte

w kalendarzu a one opadały ciężarem

każdego oddechu i jak paciorki zerwanego

różańca rozsypywały się na ścieżkach twarzy.

błękit młodości spłowiały pergaminową starością

wiotczał z każdym spojrzeniem — strużką

wspomnienia snuł opowieść zapomnienia...

 

moja miłość trzymała kiedyś dłoń małego

dziecka. kruchą i łaskawą. zapatrzoną

z oddaniem w moje kroki jakoby one

wprawiały w ruch całą kulę ziemską —

zatraciłem ją nierozważnie wznosząc

mur apodyktycznej dojrzałości...

 

w kieszeni wymiętej koszuli trzepotało

serce — ostatkiem sił wypatrywało 

niknących promieni dziecięcego nieba. 

 

Caras Ionut

Fot. Caras Ionut 

środa, 21 czerwca 2017

 

mijam dom. wygląda na wymarły

— a jednak ślady życia okalają

go ramą z zielonego bluszczu. błękit

łuszczącej lamperii w tęczówkach okien

opowiada o kobiecie. może matce. 

stała przy kuchni i jak tysiące innych

gotowała obiad. promień światła bawi się

w berka. skrzy kotłując na pożółkniętej

ścianie. wpatruję się w radość nieistniejących

dzieci. w ocienione spojrzenie ojca —

wychynął cieniem z izby dźwigającej ślady

półek. tu pewnie ktoś czytał z twarzą

rozjaśnioną od szczęścia. niespiesznie

dotykam przestrzeni. odgarniam drobiny

kurzu roztańczone w powietrzu. rotują tak

jak wirowało tu życie  — a może

samotność tego domu ogromniała

z każdym dniem tak mocno że zapomniała o

krztynie dobrego słowa mówi do mnie

krzesło wyrzucone na bruk — być może tak

tyka czas kołacząc w obdartych drzwiach.

 

weheartit

Źródło obrazu: weheartit. com 

Wiersze V.Venerdiego