Myśli codzienne spotykane nie przypadkiem, w całkowicie przypadkowych chwilach. Szanuj prawo autorskie dla każdej myśli.
Kategorie: Wszystkie | poezja | polska | poszukiwania siebie | rozterki | wiersze
RSS
wtorek, 12 września 2017

 

tonąc we własnych dłoniach

brodzę po  zamyśleniach 

— odkrywam życiorysy kamieni 

biografię zaschniętego źdźbła trawy 

 

jeszcze poznaję znajome rysy

odcienie ulic rozwieszone za oknem 

twarze mówiące dzień dobry 

i intonacje nadchodzących głosów 

 

modlę się o cud pamięci

codzienne wskrzeszanie wspomnień 

bym jak babie lato nie

rozpłynęła się w niepamięć

 

może nie stanie się nic 

i pamięć nie odejdzie ode mnie 

jak kochanek jak mąż po rozstaniu

nie uczyni mnie opustoszałym ciałem 

 

Dmitry Rogozhkin

Fot. Dmitry Rogozhkin  

sobota, 09 września 2017

 

nie mogę pamiętać wojny 

ale ona mieszka we mnie

ukryta pod warstwami 

cudzych wspomnień.

 

płaszcz mojego ciała drży od chłodu piwnicznej

izby — spłoszone oczy uciekają w nieznane.

kiedy kanonady okrzyków znów wybuchają

na ulicach kryję się przed wskazującym palcem

— czy cudzy bóg chadza z moim  pod rękę?

 

z kościoła dobiega szept modlitw

na klęczkach proszą o pokój na świecie

gdy powstaną znów rzucą kamienie słów

w pokojach przy designerskich stołach 

rozprawią się z rosłem i byle sąsiadem —

w telewizji powiedzą kilka zmyśl(o)nych słów 

niedzielnie podzielą się okruchem nienawiści.

 

zamykam oczy. starzec z oczyma

dziecka przysiadł przy oknie świata.

wybacz — mówi

w sobotę byłem po ludzku zmęczony.

 

Zoltan Huszti

Fot. Zoltan Huszti

środa, 06 września 2017

 

w cichości siebie nasłuchuje —

szelest liści odlatujących

w jesień zwiastuje odejścia. 

otwiera dłonie. wytryskują

z nich minione dni —

źródło początku i końca.

 

kolorowe magazyny bełkoczą 

o klingach związków. pławią się 

w wycyzelowanych fotografiach —

jej twarz wygrawerowana życiem

opowiada prawdziwe historie.

sny i zaniechania mieszają się

w klepsydrze. drobiny chwil skrzą świtem

i matowieją nocą. zamglona

toń oczu jeszcze niespokojna

nabiera kolorytu poznania —

na płótnie życia przenicowane

dni stają się ledwie zauważalnym

tłem. co ważne pozostało w sercu —

opoce na której można wznieść dom. 

 

twarz

Fot. Tumblr 

niedziela, 03 września 2017

 

sam jesteś w sobie 

gdy oczy otwierasz 

chciwie wytęskniony

dłoni co jak pierwsze

słońce lekkim dotykiem

lśni na zmęczonej skroni

 

chwytasz łzę — niczym morze

ogromne ślady zaciera 

by wnet ze świtem powrócić

w krajobraz dnia wpleść się

promykiem cieni na stole drżeć 

 

sam jesteś w sobie

wielki mały człowiek

nad stołem dniem nakrytym 

w ścianach jak noc cichych

z łzą jak ocean ogromną 

 

Adrian Borda

Art. Adrian Borda 

piątek, 01 września 2017

 

modlitw wieczornych jeszcze nie

ucichły tonie — szeptem nocy

w snach płynęły do nieba gdy słońce

oczy swe rozwarło dźwiękiem by

z łoskotem opaść na miasto senne.

 

ulice jak struny zadrgały bólem —

naprężyły się ściany bezpiecznych domów

niczym ziarno w pył na placach rozsypane

życie wrześniową rozszumiało się śmiercią. 

 

tego dnia śmierć nie pytała o boga

imię jego nie było już ważne — 

pod farą synagogą i cerkwią 

pokot ciał niczym trofea łowcze.

 

myśliwy podniebny pieśń swą nucił głośno

i ciszy nie było ni modlitwy żadnej 

w mateczniku purpurą wytrysnęło źródło

jak zwierzę zaszczute załkało miasto. 

 

idę Kaliską Barycz Krakowskim Przedmieściem

— w sercu wciąż słyszę płacz miasta 

słucham głosów zamarłych wśród murów

słucham pieśni o Wieluńskim Wrześniu.

 

commons.wikimedia.org Wieluń

Wieluń - centrum miasta po zbombardowaniu 1 września 1939 r

(źródło fotografii: commons.wikimedia.org)

Wiersze V.Venerdiego