Myśli codzienne spotykane nie przypadkiem, w całkowicie przypadkowych chwilach. Szanuj prawo autorskie dla każdej myśli.
Kategorie: Wszystkie | poezja | polska | poszukiwania siebie | rozterki | wiersze
RSS
środa, 27 marca 2013

Kim jesteśmy ? A może czym jesteśmy ?

Jak zmienialiśmy się na przestrzeni naszego życia, a jak w skali ewolucji ?

    Dawno, dawno temu walczyliśmy o życie prowadząc łowczy tryb eliminując słabszych współtowarzyszy naszej planety - i to było wybaczalne, bo aby przeżyć należało zdobyć pożywienie. Motorem każdego działania była potrzeba "zwykłego" przeżycia.  Potem nastały czasy, kiedy nauczyliśmy się wykorzystywać słabszych duchem i umysłem do własnych potrzeb, które nie koniecznie mieściły się w ramach niezbędnych z pierwszego rzędu. I tu motorem działania nie było już samo życie, ale chęć zaistnienia w nim samym. Czasem pojawiały się wybitne jednostki, które odczuwały więcej niż proza własnego "ja" próbując tworzyć ideały o ogólnonarodowej miłości i wolności, czasem nawet uśpiony lud dawał się porwać w myśl ideału pachnącego niekończącym się horyzontem przyszłości.

     A co dzieje się w naszych umysłach dziś, kiedy ewolucyjnie tak bardzo różnimy się od naszych praprzodków ? 

    Nader często odczuwam, że w większości z nas skumulowały się wszystkie najgorsze emocje i czyny naszych przodków przyduszając niebezpiecznie właściwe sercu i duszy ciepłe dziecinne uczucia. Otaczający "świat" rzeźbiąc z niebywałą precyzją ludzkie charaktery kreuje marionetki wpadające w pęk sznureczków pociąganych w rytm pustego wyrachowania. Kiedyś walczyliśmy o przetrwanie życia, dziś trudno określić słowem jaka idea przyświeca "walczącym" o skumulowanie wokół siebie materii zaśmiecającej właściwe pojęcie bycia człowiekiem. Najprostsze - najlepsze, ludzkie odruchy zamieniły się w dziwną batalię, gdzie większość ludzi to szpiedzy nie wiadomo kogo, ale lepiej donosić na kogokolwiek, gdziekolwiek i cokolwiek kreując tym samym własną pozycję. W dzisiejszych czasach eliminuje się nie wroga, ale współtowarzysza, pojęcie współpracy w grupie powoli zamiera, każdy w dziwnym amoku strachu "wyrzuca" z gry będących zbyt blisko, jakby fakt tej niezidentyfikowanej  bliskości miał zagrozić brakiem tlenu w jego własnej sferze bycia.

Kiedyś razem żyliśmy w strachu przed naturą, dziś  żyjemy sami w strachu przed samymi sobą. Jako dzieci baliśmy się ciemności, jako dorośli boimy się dnia.

    "Życie to jest teatr" pisał kiedyś Stachura.  Tak to prawda. Życie to teatr z niezliczoną ilością kukieł, marionetek, mimów... tylko kto jest reżyserem tego coraz bardziej przerażającego przedstawienia ?

   

sobota, 23 marca 2013
Polacy nie cierpią zmian... Wygrana w dzisiejszym meczu mogłaby niejednego z nas doprowadzić do niepotrzebnej palpitacji serca, a jak wiadomo polskie służby zdrowia nie są przygotowane na wzmożone przyjmowanie pacjentów z rozdygotanym podnieceniem emocjonalnym, prawdę mówiąc z jednym pacjentem mają problem, a co dopiero z cała populacją. Reasumując dzisiejsze zagranie polskiej reprezentacji miało na celu uchowanie nas kibiców od niepotrzebnych zawałów serca, których nie potrafiono by zdiagnozować na ostrych dyżurach i przy okazji których nasilenia NFZ nie byłby w stanie zrefundować. Cud uchronili nas od syndromu cypryjskiego - budżet państwa nie wytrzymałby tak wielkiego obciążenia zawałowego z symptomem załamania nerwowego że jednak jak się chce to można wygrać ;)
00:09, ankabieg
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 marca 2013

  Czasem próbuje odnajdywać siebie z przed lat: wesołą, otwartą na ludzi, na nowe doznania, ale nie ma jej w niej samej, nie ma też obok, nie ma dawnej jej w przedmiotach, które mimowolnie wzbudzają wspomnienia.

  Nigdy nie myślała o sobie samej, nie była typem cholernej egoistki i pewnie przez to zapomniała i zatraciła samą siebie. Wszystko dookoła było ważniejsze, najważniejsze. To co było ważne dla niej samej spychała na dalszy plan, poza kadr własnego wzroku i myśli. Kiedy ktoś potrzebował pomocy rzucała wszystko, kiedy potrzebowała jej sama nie umiała o nią prosić. 

  Dziś jest sama, zupełnie sama, z masą wirtualnych "przyjaciół" na portalu społecznościowym. Dziwne, wielokrotnie ludzie zazdrościli jej samozaparcia, ciekawych znajomości, tworzyli jakiś wyimaginowany obraz jej własnej osoby nie znając jej uczuć, lęków, myśli. Tak, była wspaniałym aktorem teatru o nazwie "Życie", nikt nie był wstanie poznać jej prawdziwości za maską twarzy wypracowanych dla potrzeb ogółu. 

  To groteskowe, ironiczne, że budując obcą siebie dla ludzi wybudowała sztuczną inteligencję, która nie potrafi już nawiązać prostolinijnego kontaktu z własną duszą.

wtorek, 19 marca 2013

  Czasem w jej poukładanej głowie rozpętuje się burza. Myśli zwykle posegregowane w szarych szufladkach wypadają i obijając się o siebie nawzajem tworzą niesamowity szum, chaos z którego nie wyłania się nic dobrego.

  Powoli dochodzi do niej jak wiele straciła nie pozwalając sobie na niewinne niedociągnięcia, na beztroski śmiech, na chwile uniesień z ludźmi, którzy kiedyś łaknęli jej towarzystwa. Niezauważenie przez te lata wybudowała powoli wspaniały mur wokół siebie, może i umiałaby go zburzyć gdyby nagle nie zauważyła, że zasieki z drutu kolczastego otoczyły nawet jej własną wyobraźnię, nie pozwalając już na zmianę duszy, która jeszcze czasem cicho podrygiwała w takt zasłyszanej, ulicznej muzyki.

  Czy można stworzyć pustkę, nicość wokół siebie ? Coś tworzy się z czegoś ? Czymże więc jest ta nicość mająca powstać z czegoś czego nie było, choć przecież było, bo pustki kiedyś nie było...

  W głowie odgłos bijącego dzwonu: to czas, to czas, to czas...i przeraźliwa cisza: to koniec, to koniec, to koniec..


15:22, ankabieg
Link Dodaj komentarz »
1 ... 176 , 177 , 178 , 179 , 180
 
Wiersze V.Venerdiego