Myśli codzienne spotykane nie przypadkiem, w całkowicie przypadkowych chwilach. Szanuj prawo autorskie dla każdej myśli.
Kategorie: Wszystkie | poezja | polska | poszukiwania siebie | rozterki | wiersze
RSS
niedziela, 18 sierpnia 2013

Prawdziwie nie ma mnie tutaj

w żadnym utartym obrazie

Nieobecne prawdziwe na liście

fałszywie uśmiecha się z rana

 

Wyklęte z prawdziwości myśli

z iluzji konsumują śniadanie

okruchem wirtualnej sieczki

dławią się każdego rana

 

Prawdy niespieszne dygania

w pokłonie fałszem mamroczą

z teatralnym gestem

kurtynę podnoszą z uśmiechem

 

Niebaczne odloty ze świata

nierealnych zaburzeń

w prawdziwości wnętrza pokłady

ucieczką z bezsensu myśli

 

 

 

 

sobota, 17 sierpnia 2013

Cisza nie robi wrażenia

zapomniana po tysiąc razy

strachem obleczona w szmaty

ostatnich zgiełku zdarzeń

 

Cisza mało ekskluzywny towar

sprzedawać się nie będzie

z parcianym szkłem wystawy

krzyczy do słuchających poważnie

 

Wędrują za krzykiem ludzie

oślepli na ciszy głuszę

by wsłuchać w serca oddechu

zatykają po cichu uszy

 

Krwi z krwi ostatnią

oddają krople za władzę

nie swoją, nie moją, lecz inną

co na przód prowadzić ma duszę

 

W  piasku wtulona stopa

zmoczone lazurem dłonie

usta skropione drinkiem

z parasolką bez cienia strachu

 

Ogni wybuchy drgają

na strunie urlopowego lansu

nam strzelać nie kazano

wstąpili z ręcznikiem nad morze

 

Swiaty poniekąd splątane

niebacznie z granicą roztarte

wolności waszej nie czują

swą wolność mając na plaży

 

 

piątek, 16 sierpnia 2013

Koronką przyczajona powieka

w woalu zniewieściałych myśli

tyka jak bomba powoli

zegarem w wybuchu tkliwości

 

Różane spojrzenia na śmieci

sąsiedzkie prozaiczne wieści

i egoistyczna tęsknota za bliskim

sercu z niepapierowej treści

 

Karminem pomadki smakuje

portrety wyrzucane na plazmie

powoli przesącza w kompocie 

perfum dygających z okładki

 

Chwiejnym włosem otula

zmarszczki ciała ostatnie

zgładzone kremowym występem

bez owacji stojącej widowni.

 

 

 

 

Niemyśli odległe układy

liczone dziecinnym liczydłem

brzeczą w sakiewce Judasza

ze świtem i rosą poranną

 

Błyszczące pustką obrazy

bez głębi, sensu wyrazu

zamulają ideę myśli

czyściejszych od polskiej wódki

 

Z przypadku rodzi się geniusz

Nie przypadkiem stłumiony w zarodku

Iść trzeba za chlebem

i politycznym kontaktem

 

Pod prąd nie płyną nieliczni

Z prądem wszyscy przemokli

i patrzą zdłumione tłumy

i nikt już nie wie kim jestem

 

Wiersze V.Venerdiego