Myśli codzienne spotykane nie przypadkiem, w całkowicie przypadkowych chwilach. Szanuj prawo autorskie dla każdej myśli.
Kategorie: Wszystkie | poezja | polska | poszukiwania siebie | rozterki | wiersze
RSS
piątek, 16 sierpnia 2013

Niemyśli odległe układy

liczone dziecinnym liczydłem

brzeczą w sakiewce Judasza

ze świtem i rosą poranną

 

Błyszczące pustką obrazy

bez głębi, sensu wyrazu

zamulają ideę myśli

czyściejszych od polskiej wódki

 

Z przypadku rodzi się geniusz

Nie przypadkiem stłumiony w zarodku

Iść trzeba za chlebem

i politycznym kontaktem

 

Pod prąd nie płyną nieliczni

Z prądem wszyscy przemokli

i patrzą zdłumione tłumy

i nikt już nie wie kim jestem

 

czwartek, 15 sierpnia 2013

Zielenią się zielnie cuda

nad Wisłą to cud niebywały

by w Zielną zielnią wiało

głupotą na wiejskiej sali

 

Ziołem umaić trzeba

głowy co zielenią zielenią

Nie ziemię lecz stan umysłu

telewizyjnych obrazów

 

Cudem uśmiechu pyskują

na każdy zielny epitet

czy palą zioło pod dachem

w sejmowym cyrku nad ranem

 

Cudem to wszystko się kręci

Piłsudski przewraca się na bok

patrząc zdumioną duszą

na zielną świętość swych dzieci

 

Niespiesznie otwieram oczy

czy cudnie cud mnie zaskoczy ?

W cuda nie wierzą sceptycy 

Nienarodzeni dwa razy

 

Cuda zdają się lekiem

na lepsze nadzieji mniemanie

co jutrem, za rok zaskoczy

powietrznej trąbki wyrazem

 

W cudzie otchłani

oddycham, powoli by nie zgubić myśli

co jakimś cudem niestety

burzą ułożone wersety

 

Cudem zdaje się jest bycie

choć bardziej niebycie jest cudem 

Cudem życie w niebycie

bez niczyjej obrazy

 

 

środa, 14 sierpnia 2013

W tabernakulum nieświęci święci

centralnie wystawieni

w blasku fleszy

pławią wczorajsze umysły

 

Aureolą wyświeceni błotem

witają z codziennych gazet

Na dzieńdobry, dobranoc

bielą uśmiechu straszą

 

Ławicą wpływają pod strzechy

gdzie brak trzeźwości w przyjęciu

tego co winno być pierwsze

nie ostatnie w dniu narodzenia

Prywatnie wycięte obrazy

Na głowie stoją po kątach

Schowane ukradkiem przedwczoraj

Do jutra zbiorą się w album

 

I pójdą tam gdzie iść trzeba

bezszumnie, powoli bez śpiewów

i skończą zaczęty poemat

o pieśni biednego Donalda (Rolanda ?)

 

Tygrysie klatki otwarte 

W pociągu małpy już siedzą

Klakierzy w oklasku swych wieszczy

Zadławią się własną obłudą

Wiersze V.Venerdiego