Myśli codzienne spotykane nie przypadkiem, w całkowicie przypadkowych chwilach. Szanuj prawo autorskie dla każdej myśli.
Kategorie: Wszystkie | poezja | polska | poszukiwania siebie | rozterki | wiersze
RSS
piątek, 09 grudnia 2016

 

Paznokcie tamtej kobiety były różowe

niczym usta narodzonego dziecka —

rozdrapywała nimi rany nie dbając

o czystość słów; osobista winda skojarzeń

wynosiła ją na wyższe piętro jestestwa.


A w jej dłoniach kilkanaście ulic

powiązanych ze sobą wstążką

brudnych smug — rzeźbiarz życia

wypełniając wnętrze łaską

wybiera niezwykłą materię,

twardą i czerstwą,

acz plastyczną przy sercu; ale o tym

wiedzą tylko nieliczni bywalcy

mrocznych zaułków przeznaczenia.


Różowe paznokcie stukając o blat stołu

nadawały chłodny komunikat,

bez zająknięcia jednej łzy wydano wyrok

— suka! Dziecku niepotrzebna taka matka!


W okolicy spadł meteoryt;

mówiono, że wyglądał jak gwiazda.

 

thomas ernst

Fot. © Thomas Ernst

wtorek, 06 grudnia 2016

 

Krzysiu z buzią wklejoną w komputer

Zosiu rozmawiająca wiecznie o modzie

Mamo Krysiu co pomiędzy pracą 

a garnkami gubisz kłębek dnia

Tato Marku podróżujący po lepszy los

Babciu Jasiu z głową w ciepłych krajach

Dziadku schowany w stronicach gazet...

pamiętaj o miłości —

to najcenniejszy podarek

jaki możesz dać od siebie

 

 miki

Źródło obrazu: Can-can on Canvas

 

niedziela, 04 grudnia 2016

 

nie widzisz jej gdy przechodzi obok

niosąc kamienie swych dni

jego kieszenie pełne obietnic

ciążą jej w ustach przyginając kark

niedomknięta furtka skrzypi —

oczy  szeroko otwarte

nie  łaszą się trzepotem rzęs

nasłuchują

nastroszony wzrok umyka w kąt

strach ma kolor spopielałej myszki

— kiedy bawi się nią kot

ściany stają się głuche.

 

ona

Fot. Stefan Beutler

czwartek, 01 grudnia 2016

 

dym z okolicznych domów tli się nadchodzącą zimą

— ostatnie liście kurczowo trzymają się drzew, 

niczym spłoszone dzieci wiszą u rąk swych rodzicieli, 

drżą wyczuwając nieuchronność rozstania.

 

gdy zaklinałaś się "nad życie", ileż było w tobie prawdy?

czy przelewała się z czary szczęścia?

drobne uśmiechy nie wróżyły z fusów ziemi. 

uskrzydlone stopy unosiły się powyżej głów.

trzeźwe myśli raz po raz odkładane na później,

mrużyły oczy, zawężały horyzont poznania. 

 

prowadziłaś go po swoich idyllicznych opowieściach,

powoli zamykałaś uszy i usta, słowem wiązałaś dłonie.

bezgłośnie stawał się twoją myślą, jego ślad powoli nikł

— jak dym unoszący się w ramionach stalowego nieba. 

 

Like He

Fot. ©LIKE HE

niedziela, 27 listopada 2016

 

Oni tam nieśli cegły, kamienie

na fundament co wielkość miał trzymać            

— wtedy jeszcze zgodni i czyści,

uczciwie zakasywali rękawy.


Ten poprzeczkę ustawił wysoko,  

inny dogonić nie umiał,          

tamten odkrył w sobie cwaniaka    

i po głowach cudzych się wspinał.

 

Inny do fuszerki miał talent,

budował na własną modłę;     

zmieniając plany w ukryciu      

przenosił na "wrogów" punkt nośny.

 

Minęły lata i wiosny,             

budowla stanęła wysoka,                    

z fasadą pełną blichtru                      

i z szyldem "Bóg Honor Ojczyzna".

 

Kiedy wchodzę do środka,                  

czar i urok pryska;                               

ludzie jak żmije na siebie syczą    

— mówią, a nic nie słyszą.


Po słowach kamień za kamieniem leci;

pełni wyrzutów kiedyś sobie bliscy,

pęknięty fundament nie uniesie pychy

— miał być dom, wieża Babel znów wyszła...

 

Flora Borsi

 Fot. ©Flora Borsi                                        

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 159
Wiersze V.Venerdiego