Myśli codzienne spotykane nie przypadkiem, w całkowicie przypadkowych chwilach. Szanuj prawo autorskie dla każdej myśli.
Kategorie: Wszystkie | poezja | polska | poszukiwania siebie | rozterki | wiersze
RSS
poniedziałek, 29 sierpnia 2016

 

To wszystko jak sen. Już za nami.

Słyszysz? Dzień się już tłucze i nowe

do drzwi puka: a kto to? a co to?

a gdzie to? A nikt to i nic to —

zamgliło się wszystko w poświacie, 

gdy Księżyc ostatniej nocy spadł  

w serpentynę rzeki. Utonął;

i tyle go widzieli, a widzieli

go kiedyś wszyscy jak paradował

po niebie — damy, jego gwiazdy

płonęły w ekstazie uniesień;

i bawił sie chłopak, wódki nie

szczędził od rana, aż  nie wyrobił

na mlecznej drodze spadając  za

burtę rzeki. Na dno! (po-szło!)

Damy szlochały chwilkę, minutkę,

ociupinkę, bo  oto po starym

prominencie nowy porządek

nastał  — na imię mu dano Słońce

Najjaśniejsze (reszta to ciemnota

i miernota) i znów się trzeba łasić,

i mysić, i dzióbać z dziobków... fuj!

 

Więc o co pytałeś mój drogi?

A co to? A kto to? Ja nie wiem,

ja nietutejsza, ja na miłość

wciąż czekam, a ta jak na złość!

Spóźnia się! Ech! A może ona

nie wie, że ja na nią czekam?

 

Jaki morał z tej głupotki? 

Ano taki moi drodzy, gwiazda gwiazdą,

na górze wciąż wszystko się zmienia, a człek

pospolity na zwykłą miłość i tak będzie czekał. 

 

© O L E G • O P R I S C O 222

Fot. © OLEG  OPRISCO 

sobota, 27 sierpnia 2016

 

to(nie)my w oglądalni kolejnych

wystaw —  młoda artystka zrobiła

siku na środku sali. dziennikarz

z brukowego "newsa" wykrzywionym

dziobkiem swych ust spluwa mi do ucha:

" z a j e b i s t y  performance!" dławię się

wstydem trzylatki — ona z premedytacją

zlała się na środku piaskownicy

(ile oczu, ile rąk!) o matko!

nierozsądnie mnie wtedy zganiłaś! 

mogłam być genialnym dzieckiem! nadzieją

blokowisk! awangardą piaskownic! 

a jestem tylko kolejnym przecinkiem

w ewolucyjnej opowieści o

człowieku, który ponoć "brzmi dumnie"

 

Hattie, 1990 © M I S H A • G O R D I N

Fot. Hattie, 1990 ©MISHA  GORDIN 

środa, 24 sierpnia 2016

 

odszedł kolejny świadek pierwszego 

dzieciństwa. aureola kwiatów wokół

jego domu przemawiała językiem

świętych pracujących. dłonie twardsze

od serc bliźnich chodzących do kościoła 

miały w sobie przejrzystość, którą spotyka

się jedynie w strumieniach zapomnianych miejsc. 

 

ktoś powie — nie rozczulaj się. chłop codziennie

przez dziewięćdziesiąt cztery lata wyrzucał

gnój z obory, śmierdział świniami, pijał tanie

herbaty, a jego wykształcenie skończyło 

się na siedmiu klasach szkoły powszechnej.

powie tak ktoś, kto dla mnie ma na imię nikt.

 

święty urodzajny; jego zieleniec rozkwitał

przy dwudziestostopniowym mrozie — dziś

jest najbielszą lilią u pana boga w ogrodzie. 

 

 Sąsiadowi dobrej przeszłości

 

 Eva White

Fot.  Eva White 

 

 

niedziela, 21 sierpnia 2016

 

o tej porze roku w piaskach nadmorskich

kurortów pławią się ludzkie stopy. nie myśli nikt 

o zbliżającym się odpływie ciepła. oczy kochanków

obiecują sobie nieskończoność nocy, zorze uczuć  

lśniące nieustannie na śniadoskórych pejzażach ciał. 

na polu, bele złota stygną świeżym chlebem, płyną 

lekko kwiatostany łąk, jeszcze tańczą z wiatrem nim

przerdzewiała zieleń opadnie pierwszym liściem;

zaszeleści niewdzięcznie szkarłatem jabłoni.

 

owoc lata. latogrzech. jesień zasyczy w kominie — 

ewa i adam przemilczą perspektywę własnych śladów. 

 

© O L E G • O P R I S C O

Fot. © OLEG OPRISCO

 

czwartek, 18 sierpnia 2016

 

to dziwne. tamta dziewczyna, do której

biegałeś popołudniami, dla której

zrywałeś stokrotki i znosiłeś wszystko,

a nawet dojrzałe śliwki w pustych

kieszeniach nie ma dziś imienia. zapytany

mruczysz coś pod nosem, a może bawisz się

w kotka, którym już kiedyś byłeś — wtedy 

tylko dla niej. więc ona? powiedz proszę;

czy imię jej Niepamięć, czy Nieistotna?

więc ona — mówisz, ona umarła. zwyczajnie.

tego pewnego dnia gdy już nie chciało

mi się do niej biec, stokrotek rwać, a śliwki

były cierpkie. nie były mi słodkie już. 

 

Pedro Quintela

Fot. Pedro Quintela

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 151
Wiersze V.Venerdiego